Ten post powstał w wyniku „natarcia” pewnej fali na świetne, tanie kosmetyki z apteki — i nie ma w tym nic złego. Dokładnie to samo robiłyśmy lata temu w świecie kosmetycznym. Problem pojawia się wtedy, gdy produkty są błędnie opisywane i przypisuje się im ogrom właściwości, których w rzeczywistości nie mają.
Dzisiaj na tapet bierzemy maść z witaminą A. Typowa, apteczna wersja ma bardzo podobny skład, który wygląda mniej więcej tak:
Petrolatum, Aqua, Lanolin, Mineral Oil, Paraffin, Beeswax, Magnesium Stearate, Retinyl Palmitate.
Już sam skład sugeruje, że jest to produkt okluzyjny i emolientowy, który tworzy barierę między skórą a środowiskiem zewnętrznym. Na końcu składu znajduje się Retinyl Palmitate, czyli pochodna witaminy A.
Nie jest to jednak klasyczny retinol znany z kosmetyków i nie wykazuje takich samych właściwości — trzeba to powiedzieć jasno i raz na zawsze. Do właściwości retinolu i retinalu zaliczamy m.in. redukcję niedoskonałości, zmniejszenie zmarszczek oraz ogólną poprawę wyglądu skóry.
Mówimy tu o składnikach, które w INCI występują pod nazwami: Retinol, Retinal, Retinaldehyde, Retinyl Retinoate.
Jak widać, są to zupełnie różne składniki. Oczywiście wszystkie są pochodnymi witaminy A, jednak nie oznacza to, że działają tak samo. To bardzo ważne, by to podkreślić i zapamiętać. Maść Retimax, czy po prostu maść z witaminą A, jest świetnym kosmetykiem — ale nie o wysokim poziomie penetracji skóry.
Jest natomiast doskonałym kosmetykiem okluzyjnym, który zatrzymuje wodę w skórze, działając jak bariera między skórą a powietrzem. Dzięki temu nawilżenie zostaje „zamknięte” w skórze. Sama stosuję ją zimą na usta, pod oczy czy na podrażniony od kataru nos. Efekt? Skóra jest miękka, nawilżona i bez podrażnień.
Trzeba jednak pamiętać, że jest to produkt tłusty, oparty na lanolinie, dlatego u niektórych osób może powodować trądzik lub podrażnienia. Nie ma on takich zastosowań jak produkty z retinolem czy retinalem.
Ten post powstał również dlatego, że ostatnio na TikToku mocno reklamowane są niacynobaza i colostrobaza. Część osób promuje je jako świetne kremy przeciwzmarszczkowe. Niacynobaza zawiera niacynamid w stężeniu około 25% — to bardzo wysokie stężenie, zwłaszcza dla osób, które wcześniej nie miały z nim kontaktu. Czy zadziała? Być może. Czy może zaszkodzić? Zdecydowanie tak.
Kosmetyki z apteki nie są złe i mają swoje miejsce w pielęgnacji. Warto jednak podchodzić do składników aktywnych rozsądnie i wybierać je w stabilnych, dobrze opracowanych formach. Kilka lat temu również panowała moda na apteczne kosmetyki — i to było w porządku. Mierzmy jednak siły na zamiary i nie oczekujmy cudów od produktów za kilka złotych.
Podsumowując maść z witaminą A jest dobrym kosmetykiem, ale nie przypisujmy mu cudownych właściwości.
A Wy używacie kosmetyków z apteki?
Brak komentarzy