In #recenzja kosmetyki

AVON BOHO CHIC- RECENZJA PALETKI

Hej,

Bardzo często dostawałam pytania co myślę o cieniach marki Avon. Przyznawałam wtedy szczerze, że w życiu ich nie testowałam. Uważam, ze ich regularna cena około 30 zł za 4 cenie była przerażająco za dużo, a więc odpuszczałam. Ostatnio jednak trafiła się okazja kupienia nowych paletek cieni za ok 14 zł, a więc wzięłam. Mój wybór padł na wersję "BOHO CHIC".





Jak mam być szczera te wersje kolorystyczne są dość dziwacznie zbudowane. Macie kolorowe cienie, szare cienie, coś zimnego, coś neutralnego. Trochę brakuje im takich naprawdę użytkowych odcieni, zestawień cieni.



BOHO CHIC to zestawienie dwóch chłodnych fioletów, ciemnego brązu i złota! Zamknięte w plastikowym opakowaniu. Dość tandetnym, nie oszukujmy się, ale lusterko jest bardzo porządne. Moim zdaniem jest nawet o wiele lepsze niż w innych, droższych paletkach. Można w nim spokojnie zrobić cały makijaż nawet twarzy.  Opakowanie jest małe. Mieści się w dłoni. Cienie też są niewielkie, zawierają co prawda normalną gramaturę, ale są małe w opakowaniu. Od razu po otwarciu można zauważyć, że mają one wyrytą nazwę, jednak ten element wizualny znika po niecałych dwóch użyciach. 







Jasny fiolet- Jasny, satynowy fiolet,
Brąz- Matowy brąz, w którym zatopiony jest złoty brokat.
Ciemniejszy fiolet- Matowy
Złoto- Zwykłe metaliczne, żółtymi pod tonami.



Pigmenatcja to trochę taka roszada. Cienie nie są równej jakości, równej formuły. Najlepiej wychodzi cień brązowy i ciemny fioletowy! Są aksamitne, dość dobrze napigmentowane. Nie robią plam, nie są suche, co prawda sypią się, ale wszystkie cienie z tej paletki to robią! Pigment nie wytrąca się w trakcie rozcierania się, więc to jet porównywalne do, np. cieni z Wibo.


Czarna owca paletki to jasny fioletowy cień. śmiałam się do mojej przyjaciółki, że to można nałożyć jako beżowy cień pod łuk brwiowy, bo i tak tego fioletu nie widać. Nie wiem co trzeba by zrobić by go widzieć, by miał chociaż zadowalającą pigmentację. No niestety ja jestem na nie. Zamiast tego mógłby być naprawdę matowy beż i wtedy paletka byłaby kompletna i idealna na podróże. 


Złoto jest po prostu przeciętne. Ja jestem fanką ogromnego błysku. Lubię mocne metaliczne cienie, bo wtedy nie trzeba się za mocno starać, a makijaż i tak wygląda dobrze. Ten błyszczący cień porównałabym do metalików z Inglota. Są dość średnio napigmentowane, dobrze jakby je nałożyć na inny cień, są czymś w rodzaju topera. Nie mniej jest to cień, który pewnie większości z Was będzie pasować.


Ta paletka przyszła wieczorem, któregoś dnia, więc ja dopiero rano miałam możliwość pobawienia się nią. Coś mi w tym makijażu bardzo nie grało, nie podobała mi się byłam ogólnie na nie. Jednak ku mojemu zaskoczeniu  dostałam dość sporo komplementów apropo tego ma i pytań skąd są cienie.



To nie jest tak, że to jest zła paletka. Cienie dobrze się rozcierają, nie robią plam, można je trochę zbudować, ale nie osiągniecie nigdy powalającej pigmentacji, to na pewno. Cienie się nie wytrącają, nie tworzy się jedna, wielka plama nie określonego koloru. Praca z nimi nie jest trudna.  


Powiem Wam też to co wymyśliłam ostatnio testując ten produkt. Patrząc na to, że jest on marki Avon, który ma swoją grupę docelową jest to świetny wybór. Nie oszukujmy się klientki Avonu nie noszą instagramowych makijaży, sztucznych rzęs. To są raczej kobiety, które noszą delikatne makijaże, stawiają gdzieś tam na cerę, a nie na oczy. Patrząc na taką grupę odbiorców ta paletka ma więcej sensu, niż jako taki osobny produkt. Mimo, że ja jestem z niej zadowolona, bo to jest jednak coś innego.






Nie noszę chłodnych cieni, nie lubię z nimi pracować, bo wymagają więcej wysiłku. Musicie przy takich cieniach dobrze pozakrywać niedoskonałości na twarzy, żeby nie wyglądać trupio, albo nie wyglądać jakbyście miały siniaka. Zwłaszcza, że te cienie się osypują. W tym wypadku lepiej zacząć od makijażu oka, a potem zrobić twarz, bo może Wam fioletowy, osypany cień popsuć ładnie zrobiony makijaż pod okiem, czy na policzku. 
Po za tym wygląda się zazwyczaj lepiej w ciepłych cieniach. Mimo to, ta mini paletka do ciekawa odmiana w mojej ciepłej armii cieni. 


Myślę też, że jeśli będę gdzieś jechać i będzie mi zależeć na makijażu oka to wezmę raczej tą paletkę, ewentualnie rozświetlacz z My Secret Glow Effect, aby ten makijaż był ciekawszy, niż paletkę, np. MAKEUPREVOLUTION SOPHX.



Przygotowałam dla Was makijaż wykonany paletką BOHO CHIC i wspomnianym rozświetlaczem z MYSECRET. 









Co myślicie o kosmetykach marki AVON? Lubicie, macie? Czy może niekoniecznie?  Dajcie znać!



Trzymajcie się ciepło,

XOXO.


Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In ambitniejsze.

Bohemian Rhapsody

Hej,


Nie spodziewałam się, że ja będę kiedykolwiek czuła potrzebę napisania takiego tekstu o takiej osobie, zespole. Jak w zwykle w życiu przypadek zdecydował o tym, że piszę ten tekst, jednak do rzeczy.


Ja i mój tata nie jesteśmy podobni, bardzo mało cech mamy wspólnych, jeśli powiedziałabym, że nie widzę żadnej to bym pewnie nie skłamała. Gust muzyczny? Mój tata uważa, że to co ja słucham muzyką nie jest. Zakochany po uszy w rocku, metalu, nie widzi w moim (bez)guście muzycznym sensu. Jednak no Queen zawsze się gdzieś przewijał, ale nigdy mnie nie interesowało ani to brzmienie ani ich historia.








Moja szkoła lubi chodzić nawet do kina i wybory ich filmów w Heliosie zazwyczaj są bardzo dobre i jak tylko padło hasło "Bohemian Rhapsody" to wiedziałam, że to będzie coś większego. Poszłam na film mniej podekscytowana niż moja przyjaciółka Kinga, która ich muzykę uwielbia. Stwierdziłam, że tylko dowiem się czegoś innego, nowego i wyjdę, zapomnę. Nic z tym rzeczy.


Film dla mnie pod względem wykonania stworzył taką atmosferę, że miałam momentami ciarki na plecach i oczy wlepione w ekran. Śmieszył, wzruszał i smucił. Zaskakiwał, bawił. Dla mnie jako osoby, która nie zna historii Freddiego i jego życia to był ciekawy eksperyment.








Jak odebrałam wokalistę zespołu Queen?



Jako legendę. Wiecie czego zazdroszczę wielu ludziom? Tego, że oni potrafią bez kalkulacji postawić wszystko na jedną kartę. Zaprzeć się nogami, że ich projekt, pomysł, produkt, jest czymś wartym. Tak samo historia twórcy Facebooka, wiedział on że jego pomysł jest wart więcej, a dzisiaj jest milionerem. Ja nie umiem nie analizować życia, nie umiem nie mieć planu B.


Jako kogoś wyjątkowego. Jego głowa była skarbnicą pomysłów, kreatywną, tykającą bombą. Miał tyle pomysłów, które na jego czasy były nie do pomyślenia. On wierzył w nie całym sercem. Umiał tworzyć w każdym miejscu, o każdej porze. O czymś ważnym, o czymś nie ważnym, był sobą. Częścią skrajnej całości, rozważnej i szalonej do szpiku kości. Z jednej strony charytatywne koncerty z innej ćpanie.


Moja filozofia życia jest większości z Was znana. Ja uważam, że ja i każdy inny człowiek na Ziemi zbudowany jest z miliona, różnych, skrajnych kawałków, które tylko sklejone razem dają nam Nas.



Jako człowieka zdolnego do wielkiej miłości. Jego relacja z Mary była piękna. Ona była jego miłością życia. Napisał dla niej piękną piosenkę. On wierzył w tą miłość, mimo że był gejem, kochał ją i ona była jego miłością. Moim zdaniem to piękna miłość była.




Jako wzór do miłości innych. Freddie uczy miłości do inności. W każdym tego calu znaczeniu. Największa legenda muzyki, rocka miała deformacje zgryzu, był gejem, a mimo to kochał kobietę. Nawet jeśli ktoś nie zna tej strony jego życia, każdy słyszał chociaż raz w życiu jego głos, jego piosenkę, jakikolwiek utwór Queen. Jakikolwiek.









Śmierć takiej legendy wydaje się zbyt bezsensowna by mogła być prawdziwa. Nazbyt prostacka, jak dla takiego człowieka, to prawda ja też tak myślę.



Dla mnie ten film był czymś więcej niż po prostu filmem, był inspiracją. Historią zaklętą w napisach. Emocjami zaklętymi w piosenkach, które tak dobrze znam. Cieszę się, że mogłam być na tym filmie. Odkryć Queen. Zakochać się w ich historii, piosenkach. Znaleźć ukojenie na filmie.



Love Aid koncert, który ukazany jest filmie słyszałam od czasu filmu milion razy. Pokochałam piosenki Queenu i zostanę w tej inności na długie chwilę.



Nie wiem, czy dla znawców historii zespołu, wokalisty, fanów ten seans będzie oddaniem prawdy, czy będzie tylko dobrze zrobioną produkcją. Dajcie znać koniecznie.







Jak Wy odbieracie Queen i Freddiego? 


Trzymajcie się ciepło, 

XOXO.

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In kosmetyki makijaż

MOJE ROZŚWIETLACZE MY SECRET

Hej,

Po wszelkich postach pielęgnacyjnych czas na to, co tygryski lubią najbardziej, a mianowicie makijaż.  Pamiętam pierwsze post o moim makijażu. Moje przeświadczenie o błysku, było takie, że to zło wcielone i ono nie ma racji bytu nigdzie na twarzy, nawet na oczach. Wiadomo my i nasz makijaż ewoluujemy. Dlatego ja od dobrego roku należę do #teamsroki i dobrze wiecie, że kocham błysk w makijażu nie tylko oczu.






Rozświetlacz to coś co jest kropką nad i w naszym makijażu. Coś co uwypukla kość jarzmową, dodając elegancji i szyku. Są dwie szkoły, dwa kierunki. Dla jednych rozświetlacz najlepiej, żeby był subtelny. Dla innych rozświetlacz ma być widoczny z kosmosu.








Lubię tanie kosmetyki, po prostu jeśli coś jest dobre, nie widzę sensu przepłacać za to, tylko po to aby mieć coś droższego. Tanie rozświetlacze są naprawdę warte uwagi, zwłaszcza te z marki Mysecret. Markę tą znajdziecie w drogerii Natura, a jej ceny nie przekraczają 50 zł. 




Kultowy już rozświetlacz Mysecret FACE ILUMINATOR POWDER zna prawie cały internet. Przemawia za nim nie tylko cena, ale też efekt jaki daje na skórze. Jest to tafla, bez widocznych drobinek brokatu, przez co efekt jest lepszy i bardziej wyraźny. W dodatku konsystencja produktu sprzyja nakładaniu go w większej ilości na szczyty kości policzkowych,


Jak z większością produktów efekt można stopniować. Nakładając cienką warstwę uzyskacie delikatnie muśniętą skórę blaskiem. Oczywiście jeśli nałożycie go zbitym pędzelkiem, w większej ilości do będzie mieć blask choinki w przyjemny grudniowy wieczór na policzkach, który ja osobiście bardzo lubię.


W odczuciu produkt ma konsystencję kremową, przez co nie wygląda zbyt sucho na skórze. Błyszczy się tak drogo, o ile wiecie o co mi chodzi. Po prostu wygląda bardzo elegancko. Ja swój rozświetlacz w odcieniu Sparkling Beige. Nazwa koloru odzwierciedla go w stu procentach. Jest to piękny, błyszczący beż. Przez co pasuje on wielu typom urody. Wiecie bardzo złote rozświetlacze, czy srebrne pasują skrajnym typom urody, a nie takim pośrednim, którym ogólnie większość z Nas jest.


Podsumowując.

Jest to dobry rozświetlacz za niską cenę, który na pewno sprawdzi się wielu z Was.  Można go łatwo dostać, ma kilka odcieni, więc jeśli rozświetlający beż nie przemawia do Was, to polecam rozejrzeć się za innymi. Ma też bardzo dobrze wykonane opakowanie, które nie jest po prostu tandetnym plastikiem. 





Drugi produkt, który chcę Wam pokazać to rozświetlacz GLOW EFFECT POWDER. Ten produkt jeśli chcecie nałożyć na policzek, proszę bardzo, ale nie polecam. Jest to wyjątkowy produkt, który możecie znaleźć w drogerii Natura. 


Ta perełka to rozświetlacz na białej jasnej bazie, który opalizuje na fiolet. Powiem Wam, że ja z dwa razy nałożyłam to na policzki. Przy moim żółtym pod tonie w skórze, zimny, bardzo jasny fioletowy rozświetlacz wygląda co najmniej dziwnie. Więc  ja go tak na policzek nie nałożę.



Jednak dziewczyny do podkręcania makijaży oka to jest coś pięknego. Ten rozświetlacz tak pięknie wtapia się w różne odcienie cieni. Ja uwielbiam nudny makijaż podkręcać czymś co nada mu trójwymiarowości. Po za tym rzadko co ma taki efekt w takiej cenie. W dodatku jako dodatek do makijażu oka do 20 zł w pojemności.





Konsystencja tego produktu jest przyjemna. Nie tak mięciutka jak poprzednika, ale nadal nie jest to suchy, mało napigmentowany produkt. Chociaż z obojgiem produktów nie da się za mocno przesadzić, a to osobą z ciężką ręką (JA) nie pozwala oślepiać ludzi na ulicy. 


Pokaże Wam jedną z moich prac makijażowych, na których widać zastosowanie tego pudru do rozświetlania.



 



Uważam, że My Secret zrobiło kawał dobrej roboty z tymi produktami. Są tanie, dobre, w wielu kolorach, wykończeniach. Każdy sobie może na nie pozwolić i w dodatku wybrać różne opcje. Czas chyba z mojej strony rozejrzeć się za innymi produktami tej marki i poszperać w ich szafie!



A Wy macie jakieś fajne produkty z ich marki do polecenia? Albo co uważacie o produktach, które Wam dzisiaj pokazałam?



Trzymajcie się ciepło,



XOXO.




Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In kosmetyki pielęgnacja twarzy trądzik

Jak radzić sobie z niedoskonałościami!

Hej,

Mam trądzik od 11 roku życia. Na twarzy i reszcie ciała. Po prostu jest. Przerobiłam milion lekarzy, antybiotyków i innych specyfików. Większą poprawę zaczęłam widzieć dopiero, gdy moja pielęgnacja twarzy obrała odpowiedni kierunek i zaczęła to być sprawa systematyczności. Są jednak takie dni, takie momenty, że coś wyskoczy i nas zirytuje, co wtedy?




Moja koleżanka z klasy pod koniec zeszłego roku szkolnego poleciła mi filmik Mishon o tanich cudach z apteki (klik), rzuciła wtedy pomysłem, że mogłabym kupić ich trochę i przetestować. Mnie dwa razy powtarzać nie trzeba. Testowanie tych kosmetyków zajęło mi sporo czasu, bo z kosmetyki do skóry trądzikowej bywa tak, że w pierwszej chwili coś działa, a parę dni, tygodni później kosmetyki nie działają. Chciałam mieć pewność, że to zadziała. Do testów skłoniło mnie też to, że kosmetyki z apteki są bardzo tanie, więc nawet jeśli na kogoś nie zadziałają to nie szkoda pieniędzy.




PASTA CYNKOWA


Kultowy produkt znany w moim domu w formie maści. Pasta jest bardziej zbita, zamknięta w białej wazelinie. Nie ma specjalnie zapachu. Ja mam wersję 25% tlenku cynku. Dla mnie jest to lek na drobne zmiany skórne, mniejsze krostki. Jest to też pierwszy etap stosowania kiedy widzę, że coś się zaczyna tworzyć. Ta pasta jest taka gęsta, że moim zdaniem tylko na noc, bo zostawia ślady i czasem rano nadal gdzieś mam białą skórę.



Produkt wysusza, nie jest to coś co koi, tylko walczy z niedoskonałością.  Trochę też obciąża skórę wokoło krostki. Może ona źle wyglądać, być przesuszona. Trzeba pamiętać, że skór która zmaga się z trądzikiem, czy jest tłusta należy przede wszystkim nawilżać, aby nie zaczęła produkować więcej niespodzianek i przetłuszczała się mocniej.



Lubię pastę cynkową za to, że nie jest mocno drażniąca, nie pachnie. Co prawda nakładanie na twarz czegoś co konsystencją przypomina wazelinę nie jest bardzo przyjemna dla mnie. Myślę, że pastę taka każdy z Nas powinien mieć w domu, bo jednak ten lek nie zawiera kwasów, nie musimy martwić się o ochronę przeciwsłoneczną. W dodatku jest to produkt oczywiście bez recepty i nie kosztuje więcej niż 5 złoty.









MAŚĆ ICHTIOLOWA



Ciężki kaliber na bardzo nieprzyjemne krosty, na wszelkie zmiany ropne czy inne brzydkie sprawy. Ta maść jest brązowa jak czekolada i bardzo specyficzny, nieprzyjemny zapach. Zapomnijcie o niej na dzień, a na noc lepiej pozaklejać się plasterkami, żeby nie pobrudzić pościeli. Mimo tych wad ten produkt jest cudowny. Pozwala zmianą szybciej przejść cały proces życia. W dodatku pozwala jej się szybciej goić. Jest bakteriobójczy, więc nie trzeba się martwić że Wam się rozniesie to na inne cześći skóry. Ja stosuje go z plasterkiem i daje mu działać po prostu.



Dzięki tej maści proces życia takich naprawdę przykrych zmian jest o wiele krótszy, mniej bolesny. Maść jest naprawdę mocna. Uważam, że jeśli czujecie potrzebę walczyć ze zmianami na poważnie to to jest świetna sprawa. Ja mam go od tego czasu zawsze w domu, bo nigdy nie wiadomo co człowiekowi gdzieś wyskoczy. Również nie kosztuje więcej a niżeli 5 zł.







OLEJEK Z DRZEWA HERBACIANEGO

Coś dla wegan, bo w poprzednich produktach znajdziecie, np. lanolinę. W dodatku jest to produkt w stu procentach naturalny. Trochę droższy. Ma typowy, bardzo mocny zapach typowy dla tego produktu. Ten zapach unosi się nawet parę godzin po aplikacji.  Po aplikacji czujecie mrowienie, pieczenie, jednak nie jest to mocne i nieprzyjemne, po prostu jest. Produkt wysusza, goi miejsce. Działa dość mocno.



Olejek już możecie, wiadomo, nakładać punktowo na dzień, o ile nie będzie Wam przeszkadzać zapach. Świetnie radzi sobie z większymi i mniejszymi zmianami. Używałam go też na takie większe, nawet ropne zmiany i on jako jedyny tak ładnie zasklepia ranę. Z pewnością gojenie przebiega szybciej.



Oczywiście te produkty są używane doraźnie, na punktowe zmiany. Nie wyobrażam sobie mojej szafki koło łóżka bez nich. Dobrze, że mamy produkty które nie są bardzo drogie, a jednak pomagają nam zmiany trądzikowe.







A Wy jakie cuda z apteki polecacie?


Trzymajcie się ciepło,


XOXO.

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In kosmetyki włosy

AKTUALNA PIELĘGNACJA WŁOSÓW- JESIEŃ 2018

Hej,


Moja ostatnia aktualizacja pielęgnacji włosów była w styczniu, a więc minęło sporo czasu, ale też nie tylko czasu. W tamtym okresie stawiałam na bardziej naturalną pielęgnacje włosów. Taką wyważoną, zgodną prawie z zasadami świadomej pielęgnacji włosów. Testowałam wtedy szampony bez sls, odżywki bez silikonów itp. Sytuacja się trochę zmieniła, moje włosy są wyjątkowo długie, gęste i niesforne, a więc zmieniłam swoje nastawienie i co za tym idzie swoją pielęgnację.





Krótka charakterystyka moich włosów:


  • Są już długie, ostatni raz podcinałam jej ponad rok temu, a więc też moje końcówki są dość zniszczone, ale nie mam sposobności wybrać się do mojej fryzjerki. Jak już jestem w mieście, w którym przyjmuje to ona zawsze ma urlop,
  • Mają tendencję do przetłuszczania się u nasady,
  • Kochają się puszyć,
  • W dodatku uwielbiają się plątać
  • Łatwo je obciążyć u nasady, ale też lubią być dociążone na końcach,
  • Są dość gęste, więc często muszę je czesać.









SZCZOTKOWANIE WŁOSÓW

Przy włosach za piersi, które są dość gęste, czesanie włosów jest podstawą. Nie lubię tej czynności od dziecka. Wiecie, te czasy kiedy babcia czesała mnie grzebieniem, a miałam pięć razy więcej włosów. Przez wiele lat byłam fanką Tangle Teezera, ale przy długich, gęstych włosach taka szczotka nie zdaje egzaminu, dlaczego?


  • Ma za krótkie włosie, które nie dociera do nasady włosów, czyli po prostu włosy są rozczesane powierzchownie tylko,
  • Wiele razy TT wypadł mi z ręki rano, robiąc huk i budząc domowników,
  • Wzmaga elektryzowanie włosów, bo jest szczotką 100% wykonaną z plastiku,
  • Łamie włosy, 
  • Szybko się niszczy, tak naprawdę TT należy wymieniać co 5-6 miesięcy.

Zakupiłam więc szczotkę, która jest taka cudowna, że po prostu ach. Mam na myśli szczotkę z Avonu z serii advance TECHniques. Szczotka z rączką z wyprofilowaną głowicą, która jest w kształcie zbliżonym do kształtu Waszej głowy. Ma długie, giętkie włosie. W dodatku w podstawie, w której umocowane są włoski są przerwy. Dzięki tym przerwą zachowanie czystości w tej szczotce to pikuś. W dodatku jest idealna do wczesywania odżywki w trakcie procesu mycia włosów, czy pomaga układać włosy na szczotkę!


Ten produkt rozczesuje wszystko. Śmiałam się ostatnio, że przez całe prawie 19 lat swojego życia nie miałam nigdy tak rozczesanych włosów. Szczególnie w okresie jesienno-zimowym, w którym nasze włosy ocierają się o szaliki, czapki i o swetry kołtuny są zmorą dziewczyn, których włosy są już za ramiona. Znacie ten ból kiedy przy karku macie kłębek splątanych włosów? Ja też.


Szczotka ta też idealnie sprawdza się do porządnego rozczesania włosów przed myciem. Kiedy to wyczesujemy wszystkie produkty pielęgnacyjne i pozwalamy włosom odsapnąć.  Zaskoczyła mnie jakość szczotki, gdyż zapłaciłam za nią jedynie 10 zł. Jest zdecydowanie moim ulubieńcem pewnie roku już też. Moje włosy dziękują mi za porządne rozczesywanie.




MYCIE


Moja teoria mycia włosów od lat się nie zmienia. Jestem z tych świadomych konsumentów, którzy wiedzą, że jest SLS i mimo to używają takich produktów, które mają to w składzie. Więc po prostu sięgam po jakiś szampon, który aktualnie jest mi pod ręką. 


Używam teraz Panten Aqua Light. Gęsty, zwykły doczyszczający szampon, nie ma fajerwerków. Jednak ja ich nie oczekuje po szamponie. Od spektakularnych efektów mamy maski, odżywki, mgiełki itp. 




SERIA DAILY SHINE Z AVON


Stwierdziłam, że wypróbuję oba produkty z serii Daily Shine z marki Avon. Uznałam, że może będzie to coś wartego uwagi. 




Szampon z tej serii mnie nie zauroczył. Miałam wręcz wrażenie, że mnie trochę obciążył i moje włosy nie do końca wyglądały na domyte. Widocznie to jest jedna zbyt duża ilość silikonów jak na szampon. Ja go i tak zużywam do mycia końcówek włosów. Tam duża ilość silikonów wręcz pomaga zachować włosie w dobrej kondycji.



W zestawie z nią była też odżywka bez spłukiwania. Przyznam Wam się, że zużyłam ją prawie całą jako odżywkę do spłukiwania, ale mniejsza o to. To produkt, który sprawiał że moje włosy tak pięknie lśniły. Jak włosy mają w sobie blask i odbijają światło to wyglądają od razu na zdrowsze i bardziej zadbane. Dodatkowo nie miałam problemów z ich rozczesaniem, czy wyciagnięciem ich na moją nową szczotkę. 





ODŻYWANIE


W tym poście przeważają kosmetyki z marki Avon, bo jak składam zamówienie to kupuje rzeczy mi niezbędne z lenistwa, bo nie chce mi się iść do drogerii. 



Maska o włosów Aloes i olej Makadamia to chyba taki ewenement w pielęgnacji. Ma ona bardzo nietypową konsystencję. Strukturą przypomina bardziej żel, niż kremową maskę. W dodatku ma taki morski kolor.  Ja ją nakładam po myciu, wczesuję dobrą chwilę i spłukuje. Włosy już w trakcie spłukiwania są bardzo miękkie i dobrze odżywione. Cudownie się rozczesują i widać, że coś na nie położyłam. Znacie to uczucie kiedy nakładacie odżywkę, lub maskę spłuczecie i nagle jakbyście nic nie nałożyły? Ja tak czasem mam. To jest miła odmiana. 







Luksusowa, intensywna kuracja odżywcza do włosów, również z marki Avon. Zamknięta w miękkiej tubce, nie lubię takich opakowań, nie wiem czemu. Pachnie ładnie, jak wszystkie kosmetyki do włosów tej marki. Ma bardzo płynną konsystencję, tak jak produkty z serii Daily Shine. Ma też dość podobne działanie. Tu uważam, że można z nią przesadzić i wtedy Wasze włosy wyglądają na takie "za mocno odżywione". Jednak jak dacie jej dobrą ilość cudownie się układają, są takie scalone, miękkie i błyszczące.






ZABEZPIECZANIE KOŃCÓWEK



Mam dwa z dwóch różnych serii marki Avon i oba się trochę różnią.


Pierwsze to serum regenerujące. Produkt jak i jego następca mają po 30 ml i są zamknięte w szklanych buteleczkach z pompką. To serum jest gęste, a nawet za bardzo gęste. Wcieram je w same końce. Gdybym nałożyła je chociaż trochę wyżej moje włosy by wyglądały na bardzo zaniedbane. Jednak chroni końcówki przed rozdwajaniem się. Zabezpiecza te najstarsze włosy na Naszej głowie.


Drugie serum należy do serii "Daily Shine" jest już lżejsze w swej konsystencji, nakładam je tak najmocniej na końcówki, ale resztki wcieram we włosy trochę wyżej. Nie używam ich w te same dni, ale jednak codziennie staram się przed wyjściem z domu zabezpieczać końcówki, aby moje włosy nie wyglądały tragicznie do następnej wizyty u fryzjera.




A więc to moja aktualna pielęgnacja włosów. A JAK WYGLĄDA WASZA PIELĘGNACJA WŁOSÓW? 


Trzymajcie się ciepło,

XOXO.

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In jesień nowości kosmetyczne.

JESIENNE NOWOŚCI

Hej,


Dzisiaj mam dla Was parę nowych kosmetyków, które mam w swoim asortymencie od niedawna. Mam za sobą promocje w Rossmannie, promocje w Hebe i jedną rzecz z Avonu, a więc nie przedłużam, zaczynajmy.



Promocja w Rossmannie co edycje zbudzają dość spore zamieszanie w sieci, posty i filmiki co kupić, co już zakupiłyśmy pojawiają się przez cały miesiąc, w którym owa promocja jest. Ja kiedyś rzucałam się na nią bardziej, ostatnio skromnie kupuje rzeczy w obrębie minimum, które trzeba kupić, aby z promocji skorzystać. Nie kupiłam podkładu, których chciałam kupić, ale kupię go kiedy indziej. 






LASH SENSATIONAL MASCARA




Tusz na który polowałam odkąd tylko wszedł na rynek kosmetyczny . Miałam na niego chrapkę, bo internet cały czas mówi jaki to ona fajny jest! Sprawca zamieszania jest po tej silikonowej stronie, bo taką ma szczoteczkę w dodatku jest ona wygięta. Ja powiem Wam szczerze, że kocham wygięte szczoteczki, bo tylko wtedy jestem wstanie osiągnąć efekt pełnego makijażu rzęs, w dodatku łatwiej jest dobrzeć do każdej rzęsy i nadać jej odpowiedni kierunek.



Użyłam tuszu na razie aż raz więc nie powiem Wam, czy efekt mi się bardzo podoba, bo wiadomo musi trochę przeschnąć. Jednak zapowiada się dobrze. Mam rozczesane rzęsy, ale nie są one całkowicie pozbawione objętości. Ważne też, dla mnie jest to, że one są podkręcone, a nie użyłam zalotki. 










LOVELY SWEET KISSING POWDER BAMBOO LOOSE POWDER ULTRA MATTE SKIN




Ja mam aktualnie otwarty puder, ale jest on zbyt matowy. Nakładając puder z Deni Carte mam skórę jak kartka papieru, odczuwam dyskomfort na ściągniętej twarzy, więc postanowiłam kupić coś innego.


Pudry z Lovely są dość wychwalane. Ja postawiłam na matową wersję. Puder zamknięty jest w plastikowym opakowaniu z żółtym wieczkiem. Pierwsze co się rzuca w oczy, a w sumie w nos, to zapach, dość słodki, taki budyniowy. Po drugie to jaki ten puder jest zmielony. Pod palcami wydaje się być miękki, ale nie tak suchy jak Deni Carte i zbiera się w takie małe kuleczki. Podobnie jak tusz miałam go na twarzy aż raz i muszę Wam powiedzieć, że dość ładnie trzyma mat, po godzinach nie poprawiałabym go prawie wcale! Nie widać różnicy między utrzymaniem makijażu między nim, a drugim pudrem, a jednak Lovely 
nie podkreśla tak suchych skórek i wygląda lżej, a ja bardziej atrakcyjnie!







WIBO EYESHADOW BASE




Skończyła mi się moja ulubiona baza pod cienie z marki Deni Carte, a więc postanowiłam, ze spróbuje czegoś nowego. Baza z Wibo chodziła mi po głowie parę razy podczas zakupów w Rossmannie, jednak dopiero teraz skusiłam się na nią. 



Mamy ją zapakowaną w małym, czarnym opakowaniu. Moim zdaniem lepiej by było jakby było trochę większe, ale płaskie, coś w stylu mojej ulubionej bazy. Nie ma ona koloru. Ładnie trzyma cienie błyszczące, nie klei się mocno, ale mimo to makijaż zostaje na swoim miejscu. Moim zdaniem ona wystarczy na sam początek. Ja późno w mojej makijażowej podróży zaczęłam używać baz, bez też się da.







WIBO CAMOUFLAGE 2LIGHT




Korektor już znam, ale w innym kolorze. Poprzednio miałam kolor, który był łososiowy, aby neutralizować cienie pod oczami. Teraz postanowiłam kupić jaśniejszy do spróbowania. Nie ma powalającego krycia, ale takie codzienne. W dodatku ładnie się trzyma i jest dobrą bazą pod makijaż!  



Co mnie zaskoczyło w tym kolorze? Jasność. Jest naprawdę jasny i nie różowy! Pisałam już wiele razy na blogu o nim, więc odsyłam Was do innych postów. 



Mała przerwa: Jeśli zastanawiacie się czy pisałam o jakimś produkcie wystarczy użyć lupki na moim blogu, którą znajdziecie na głównej stronie i poszukać!






Przy poście o Toniku z marki Vianek mówiłam Wam, że zamierzam zmienić pielęgnacje twarzy na bardziej naturalną i  jaka była moja radość jak okazało się, że w HEBE jest -40% na markę Nacomi.




PRZECIWTRĄDZIKOWY PEELING DO TWARZY


Peelingi i moja twarz to miłość platoniczna, a rozdziela ją wielki bezkres mojego lenistwa. Jednak skoro już przyszła jesień i mam większą ochotę na dbanie o skórę to muszę się za to zabrać. Wygrałam peeling do skóry trądzikowej, bo jeden "mocniejszy zdzierak" mam już w domu. 


Produkt jest zamknięty w tubce, która była zamknięta, co rzadko się zdarza więc daje Wam znać, że to było mega przemyślane. Sam produkt ma zielony kolor, co jest dość przyjemne dla oczu. W dodatku ma strukturę bardzo drobnego piasku. Nie szorujecie twarzy prawie kawą, albo cukrem, tylko delikatnie masujecie twarz. Zostawiacie na 5 minut na twarzy.  Twarz po peelingu jest mięciutka i gładka, ale też nie jest zaczerwieniona. Ja jestem na tak. 



KREM NORMALIZUJĄCY Z KOMPLEKSEM OLIGOELEMENTÓW 


Mój pierwszy krem z Nacomi. Zastanawiałam się nad kultowym kremem arganowym pod oczy, ale jednak krem do twarzy to jest coś ciekawszego. Zwłaszcza, że po promocji kosztował on 10 zł. 


Zaskoczyła mnie szczerze jakość opakowania. Mamy tu do czynienia z buteleczką z grubego szkła. Krem nie jest jakiś bardzo nawilżający, jednak na dzień, czy pod makijaż daje odpowiednią dawkę nawilżenia. Skład sam w sobie też jest niczego sobie. Moim zdaniem polubimy się, bo lubię takie kremy na dzień, które nie dość że się szybko wchłaniają to się trochę lepią i makijaż na nich dobrze wygląda!








LEKKIE MASŁO DO CIAŁA- MIODOWE GOFRY




Czy ja muszę mówić, dlaczego ja wzięłam ten produkt? Pachnie tak, że mam ochotę go jeść łyżeczką. W dodatku jest dość mocno nawilżający. Lekkie masło to idealne określenie tego produktu. 


Jak powszechnie wiadomo- ja i balsam to związek bez przyszłości, ale planuję się zmotywować tym pięknym zapachem do używania go!







BIELENDA PŁYN MICELARNY ZIELONA HERBATA




Skończył mi się płyn micelarny, a wróciłam do mojego ekstra codziennego, wyjściowego makijażu z kreską, więc potrzebuje czegoś co doczyści ze mnie resztki mojego wyżywania się artystycznego. Użyłam go raz. Co mogę powiedzieć? Pachnie za mocno jak produkt do twarzy. Po drugie nie jestem przekonana czy idealnie oczyszcza okolice oczu. Zużyje go do końca, a potem kupię sprawdzonego Garniera, bo ja po całym dniu makijażu wieczorem nie mam ochoty denerwować się na to, że moja kreska nie zamierza zejść z mojej powieki. 







DETOKSYKUJĄCA MASKA DO TWARZY Z ANTYOKSYDATNAMI




Pomińmy kwestię składu, bo wiem że jest tragedia. Kupiłam ją licząc, że będzie podobna do maski z Planeta Organica z Avonu również. Nic bardziej mylnego. Miałam ją z dwa razy na twarzy. Po pierwsze dziwnie pachnie, po dwa nie bardzo oczyszcza tą twarz i zostawia ją mega wysuszoną na wiór. Tamta zostawiała miękką twarz. Zobaczymy jak sprawdzi się u mojej przyjaciółki, bo to u niej ląduje w spadku!







Jak podobają się Wam moje nowości? Co Wy macie nowego w kosmetyczce?




Trzymajcie się ciepło! 

XOXO

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In Lifestyle pozytwyne

POZYTYWNE WRZEŚNIA' 18

Hej,


Dzisiaj mamy ostatni dzień września, a więc czas na pozytywnych. Od tego miesiąca wprowadzam lekkie zmiany w pozytywnych, postanowiłam że będę tu też wstawiać swoje ulubione kosmetyki i gadżety!









Ale zacznijmy od początku. Wrzesień, liście spadają, zrobiło się zimniej. I po za tą całą cozy otoczką, sweterkami, ciepłą herbatą jest jeden, mały koszmar, który nie daje mi spać każdego dnia- SZKOŁA. I to jeszcze w najgorszej możliwej wersji pt. "KLASA MATURALNA". A więc zdajecie sobie sprawę z tego jak wygląda moje życie?








Wybrałam moje rozszerzenie i wypełniłam deklarację maturalną. Teraz już nie pozostało nic tylko wziąć się w garść i zaprzyjaźnić się z wrogiem, aby go pokonać.



Wrzesień to też miesiąc zawsze jakiś zmian w moim życiu, mam wrażenie,  że z roku na rok te zmiany są coraz bardziej wyraźne. Jak widać po moich pozytywnych lubię doceniać ludzi, którzy są, dzisiaj będę publicznie dziękować bardzo ważnej dla mnie osobie, za to że jest. Dawno odeszłam od pokazywania swojej prywatności w stu procentach, ale jak już się użyło słowa "luby" na instagramie to trzeba by gdzieś wspomnieć, że pojawiła się bardzo ważna osoba w moim życiu! Bardzo dziękuję za to, że jesteś, bo wiem że to czytasz!


P.s doceniajcie ludzi wokoło siebie, Was nic to nie kosztuje, a pomaga popchnąć dalej dobre emocje!











Jesień to też czas pięknych porannych i wieczornych widoków. Liście, cudowne, różowe niebo to coś co pomaga nam się zatrzymać i pokazuje jakie natura wysyła nam piękne obrazki! Ja oczywiście cykam takich zdjęć miliardy, bo uwielbiam zachwycać się nad czymś tak surowym w swojej piękności. Więc podaruje Wam parę moich kadrów z września!





Moi rodzice byli na wakacjach i przywieźli mi parę cudownych prezentów. Jednym z nich są neonowe trampki, które pokochałam w swej prostocie, a zarazem oryginalności. Zauważyłam, że moje stroje są ostatnio bardzo stonowane, a więc neonowe trampki są ciekawym dodatkiem. Taki kod kolorystyczny, kontrastujący z burością aury na dworze.








Moi rodzice postanowili przywieźć nam trochę kultury Tureckiej i powiem Wam jestem szczerze zachwycona i być może kiedyś sama tą destynację odwiedzę. Jednak wybiorę taki miesiąc jak styczeń, bo mój organizm nie wytrzyma temperatury 30 plus. 



Mam dla Was też malutki przegląd moich makijaży wrześniowych:























A teraz czas na ulubione kosmetyki z Września:








Vianek tonik normalizujący- mój ulubieniec, o którym pisałam nawet w nowym poście na blogu. Koi, nawilża, redukuje zaczerwienienie. 



AVON maseczka nawilżająca z oliwą z oliwek- co to jest za maska! Dajecie wiarę, że przez ponad tydzień nakładałam ją każdego dnia! Nawilża tak cudownie, koi, na noc, po ciężkim dniu, jest świetna.


Widzicie dwa dodatki, oba z wakacji, które są tak piękne, że nie mogłam przejść obok nich obojętnie. Ta klamra jest taka cudna. Mimo, że ja takich rzeczy nie noszę na co dzień to jednak, jest prześliczna. Zegarek pasuje do mojej aktualnej kolorystyki biżuterii, czyli czerń i złoto.


Kobo bronzer w odcieniu Nubian Desert- przerzuciłam się na chłodny bronzer. Mimo, że bałam się zawsze takich kolorów to jednak przy takiej temperaturze. Takiej pogodzie wygląda się nawet całkiem przyzwoicie. Nie jest hipernapigmentowany. Nie zrobicie sobie nim krzywdy, nie jest zbyt fioletowy, nie wygląda jak siniak. Pasuje do delikatnego makijażu, który od poniedziałku do piątku króluje na mojej twarzy.


Czemu? Bo sen w klasie maturalnej to podstawa by nie pozabijać ludzkości. 






Perfumy Avon Attitude- nowe w mojej kolekcji na bazie olejku koksowego z nutą cytrusową, są takim przejściem między bardzo delikatnymi letnimi zapachami, a mocnymi, które wolę jesienią czy zimą w dodatku mają piękny flakonik!





Właściwie to by było na tyle! Mój wrzesień kręcił się wokoło nauki i spania! Mam nadzieję, że Wasz miesiąc był bardziej ekscytujący! 




P.s Wszystkim zaczynającym dzisiaj rok akademicki studentom życzę powodzenia!



Trzymajcie się ciepło!

XOXO.





Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments