WYJAZD DO ZAKOPANEGO I PIERWSZY ZDOBYTY SZCZYT!
We wrześniu 2025 roku byliśmy pierwszy raz z mężem w górach. Jakoś zawsze ciągnęło Nas do morza, a stwierdziliśmy, że może dla odmiany coś innego. Pora była nienajlepsza, było dość chłodno i deszczowo. To było przed moim odchudzaniem i przed zmianą stylu życia. Wyruszyliśmy wtedy na Kasprowy Wierch, ale w połowie drogi moje ciało i moja głowa poddała się i wróciliśmy do hotelu. To nie był zły wyjazd, ale niedosyt pozostał, a góry nas w sobie rozkochały.


9 miesięcy później i kilka kilogramów mniej, powtórzyliśmy naszą wyprawę do Zakopanego. Jedynym z plusów pojechania tam w czerwcu było bezpośrednie połączenie między Toruniem, a Zakopanym. W Poniedziałek o 15 byliśmy na miejscu. Poprzednim razem spaliśmy w Kościelisku, co trochę krzyżowało nam plany, teraz wybraliśmy nocleg na Zakopiańskiej Antałówce, bardzo blisko Kuźnic. Mimo, że Krupówki są miejscem mocno komercyjnym to mają swój niepowtarzalny klimat, dlatego pierwszego dnia po prostu chodziliśmy sobie po mieście. Zjedliśmy w karczmie Biały Miś. Szybko wróciliśmy do hotelu i zbieraliśmy siły na wtorek, czyli dzień naszej wyprawy.
We wtorek według prognozy pogody miała być najlepsza pogoda i to był dzień wybrany przez nas na wejście na Kasprowy Wierch. To było dla mnie bardzo ważne, żeby wejść jeszcze raz, żeby zdobyć szczyt i móc się tym cieszyć. Wyruszyliśmy przed 6 rano. Szlak z Kuźnic zakłada 3 godziny w górę, a my daliśmy sobie jeszcze więcej czasu. Do Kuźnic też szliśmy pieszo. Wybraliśmy idealną porę, byliśmy na szlaku sami. Wybraliśmy trasę przez Myślenickie Turnie, chociaż trasa przez Halę Gąsienicową, jest dużo bardziej malownicza i wydaje mi się, że ciut łatwiejsza. Okazało się, że szło nam całkiem dobrze i w 3 godziny i 8 minut doszliśmy na szczyt. To było uczucie nie do opisania. Nie powiem, żeby było lekko, bo ostatnie podejście było bardzo męczące, ale zdobycie szczytu okazało się bardzo przyjemnym doświadczeniem i sprawiło, że mamy ochotę na więcej. To właśnie takie momenty pokazują mi, że moja praca na co dzień ma sens i że budowanie swojej kondycji ma bardzo duże przełożenie na moje życie.

Co do rzeczy, które zabieraliśmy ze sobą na wyprawy górskie:
- dobre buty trekkingowe,
- woda,
- przekąski,
- kurtka przeciwdeszczowa,
- czapka,
- krem z filtrem,
- power bank,
- latarka,
- gwizdek,
- porządny plecak,
- reklamówka na śmieci, albo na inne ważne rzeczy, jakby nie zmokły,
- plastry,
- chusteczki/papier toaletowy
Dobre buty do wypraw górskich to podstawa. W zeszłym roku kupiłam buty, które wydawały mi się idealne, za kostkę, mocno sznurowane. Okazało się jednak, że były za ciasne, za wąskie w palcach. W tym roku kupiłam szerokie buty, które pozwalały mojej stopie trochę spuchnąć i nie miałam żadnych otarć.
Okazało się, że zejście przez Halę Gąsienicową były trudniejsze niż wejście. Sporo ludzi, sam fakt schodzenia i mocne słońce. Jednak mimo bólu i trudu udało nam się zejść do Kuźnic i tam zjeść obiad, zanim ruszyliśmy do hotelu. To był mój naprawdę najaktywniejszy dzień. Zakwasy były, ale radość nie do opisania.
Pierwotnie w planach na środę było Morskie Oko, jednak pogoda nam je trochę pokrzyżowała. Postanowiliśmy odwiedzić Polanę Strążyską i wodospad Siklawicę. Trasa jest bardzo przyjemna, praktycznie żadnego przewyższenia. Dodatkowo od polany jest 15 minut dość stromej trasy do wodospadu. Tutaj faktycznie trzeba uważać, bo podejście jest mocno skaliste. Wodospad jest przepiękny i to jest bardzo klimatyczne miejsce. Całość trasy, z Krupówek to jakieś max. 2 godziny w obie strony.
Resztę popołudnia szwendaliśmy się po Zakopanem. Dostałam od męża w prezencie imieninowym kolejną do kolekcji ceramikę z Bolesławca. Polecam Wam bardzo pięknysklep, który znajduje się przy ul. Witkiwicza 1, praktycznie przy samych Krupówkach. Ogromny wybór ceramiki, w bardzo przystępnych cenach.
W czwartek już wyjeżdżaliśmy, ale dopiero popołudniu. Dlatego po zjedzeniu śniadania w hotelu, wyszliśmy do miasta i zostawiliśmy bagaże w przechowalni na dworcu. Potem ruszyliśmy na Gubałówkę. Wybraliśmy najkrótszą trasę, która idzie czarnym szlakiem wzdłuż kolejki. Ostrzegam szlak jest mocno stromy, więc jeśli chcecie wejść bardziej łagodnym podejściem to polecam inne szalki. Na Gubałówce wypiliśmy kawę, a schodząc zgubiliśmy się trochę i wracaliśmy mocno okrężną drogą. Czas był na ostatni obiad i powrót po bagaże. Podróż powrotna była dość długa, a pociąg opóźniony, mimo wszystko to był świetny wyjazd.
Pokochaliśmy góry, mamy w planach wracać co roku. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Dajcie znać jakie szczyty Wy zdobyliście i co według Was warto zobaczyć w Tatrach.
Trzymajcie się ciepło,
xoxo.
Ja jestem wielką fanką gór i Zakopanego - no kocham!! Nad wodospadem siklawica i na polanie strążyskiej byłam, Gubałówka wiadomo - klasyk :D Na kasprowym nie byłam, jakoś nigdy mnie nie kusił patrząc ile osób się tam wybiera (zawsze była kolejka przy stacji dolnej w kuźnicach :D). Od siebie polecam zdecydowanie Nosal! Nie jest to wymagający szlak, też mało znany, a widoki - cuuuudooooo ♥
OdpowiedzUsuń